wtorek, 19 września 2017

POZA GRANICE ILUZJI #5 RIESE - MUCHOŁAPKA I OSÓWKA

Kolejny dzień eksploracji Olbrzyma przed nami. Na początek odwiedzamy interesujące miejsce, okraszone wieloma nazwami i teoriami, z których jedna mówi o lądowisku dla pojazdów kosmicznych.


U jej podstaw leży zapewne geometryczny kształt Muchołapki oraz podwyższony poziom promieniowania zarówno w okół niej, jak i w materiale, z którego została wykonana. Bardziej sceptyczna wizja osób 'racjonalnych' mówi o tym, iż była to zwyczajna chłodnia, jakie stawiano przy każdej elektrowni. I rzeczywiście w niedalekim sąsiedztwie Muchołapki znajdowała się niegdyś elektrownia, co jednak kontrastuje znacząco z tajemniczym Riese, do którego Muchołapka niewątpliwie należała. Najbardziej wyimaginowana zdaniem wielu 'znawców rzeczy' teoria głosi, że Muchołapka jest nieczynnym portalem międzywymiarowym. Pozwolę sobie nie obierać żadnej z powyższych teorii. Któż to pozna należycie?
Przy okazji wizyty w Ludwikowicach Kłodzkich, gdzie owa Muchołapka się znajduje, otrzymujemy darmową lekcję historii od lokalnego przewodnika, który wyszedł nam na przeciw, chcąc zachęcić do wizyty w tutejszych podziemiach. Do wizyty ostatecznie nie dochodzi, gdyż mniej nas interesują kwestie militarne, które dominują w Muzeum Molke, niemniej jednak jest to ciekawy punkt na mapie Dolnego Śląska, zwłaszcza dla wielbicieli techniki wojskowej. Krótki przystanek, zwieńczony jak najbardziej pozytywną pogadanką o rozmachu przedsięwzięcia Riese. 


Przed południem docieramy do Osówki. Każdy z odwiedzanych przez nas podziemnych kompleksów ma swój urok. Osówka zaskakuje nas totalnym chaosem i dezorganizacją. Kupujemy bilety, po czym musimy czekać blisko godzinę na wejście. Po jakimś czasie okazuje się, o czym nikt nas wcześniej nie poinformował, iż wejście odbywa się kilkaset metrów od kas biletowych. Brak komunikacji. Pędzimy, żeby zdążyć na określoną godzinę. Niestety czas płynie nieubłaganie - nie zdążyliśmy. Możemy wejść za kilkanaście minut z kolejną grupą. I w porządku. Męska część naszej paczki poprzestaje na tej informacji i nieopodal oczekuje na określony sygnał. Żeńska energia nie daje za wygraną i po chwili rozmowy okazuje się, że w ramach rekompensaty za stracony czas, będziemy mogli, bez wcześniejszej rezerwacji, wejść na ekstremalny odcinek. I rzeczywiście, po wstępnej części trasy, przejmuje nas drugi przewodnik, który wypuszcza nas na nieoświetlony i nieudostępniony dla przeciętnego zwiedzającego tunel, w części zalany wodą. Jest mniej komfortowo, zimno, mokro i do tego drewniany most, po którym stąpamy rusza się we wszystkie strony. Wszyscy są zadowoleni. Właśnie tego brakuje w trasach edukacyjnych, samodzielności i nieprzewidywalności. Jesteśmy szczęśliwi, że się spóźniliśmy, gdyż po raz kolejny wychodzi nam to na dobre. 
Po kilkuset metrach wracamy do niczego nieświadomej grupy, która przysłuchuje się pogadance pani przewodnik. Wsłuchujemy się w nią i my. Zaskakuje nas niezmiernie jej ton, jej otwartość i odwaga. Mówi wprost: ktoś nie chce, byśmy odkryli całą prawdę Riese. W ramach przyczynków takiej sytuacji podaje dwie najbardziej realne możliwości, które jej zdaniem mogą warunkować taką postawę. Pierwszą z nich jest istnienie technologii i tajemnic z nią związanych, których funkcjonowania nie jesteśmy w stanie przyswoić, przez co izoluje się nas od prawdy. Druga zaś, moralnie bardziej adekwatna do dzisiejszych czasów, to niepisane porozumienie między rządem polskim, a rządem niemieckim, który za wszelką cenę chce uniknąć wypłaty odszkodowań dla rodzin więźniów poległych podczas budowy kompleksu.
Powiadają, że kiedy nie wiadomo o co chodzi, to z pewnością chodzi o pieniądze, jednakże w tym przypadku mogą one iść ramie w ramię z 'kosmiczną' technologią, której posiadanie wiąże się niewątpliwie z pewnymi, pokaźnymi przywilejami. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz