niedziela, 3 września 2017

POZA GRANICE ILUZJI #4 RIESE - RZECZKA I WŁODARZ

Wstajemy rano. Przed nami dziesięciokilometrowa trasa przez Góry Sowie, aż do Walimia, w którym planujemy nocleg. Walim ma być również naszym punktem wyjściowym do zwiedzenia trzech podziemnych sztolni, wchodzących w skład niezwykle tajnego, do dziś niezrozumiałego, największego projektu górniczo-budowlanego nazistowskich Niemiec - Kompleksu Riese. Mimo, iż przygotowujemy się mentalnie do kilkugodzinnego marszu, w głowie kiełkuje mi myśl, że może jednak nie będziemy musieli iść, że może jakimś cudem znajdzie się ktoś, kto nas podwiezie.
Schodzimy na kawę - podobno najlepiej smakuje na świeżym powietrzu. Po chwili dołącza do nas pewna para - Ania i Tomek, którzy wraz z córką nocowali na Zygmuntówce - piętro pod nami. Cud się wydarzył - po kilku minutach rozmowy umawiamy się na wspólne eksplorowanie podziemnych sztolni. Wyjeżdżamy za godzinę. Mamy transport i fantastycznych kompanów w podróży. Nie ma przypadków. Wspólne zajawki i otwartość względem siebie, pozwalają nam nawiązać ciekawą więź. Każde z nas czuje, jakbyśmy znali się od bardzo dawna. Może to kwestia wcieleń, może nie. Dziękuję, że się pojawiliście!


Wędrówkę po kompleksie Riese zaczynamy od wizyty w Walimskich Sztolniach, nazywanych również obiektem Rzeczka. Czekamy czterdzieści minut na wejście - określona grupa z określonym przewodnikiem. Nie lubię. Przed wejściem pogadanka od prowadzącego. Wchodzimy i zatrzymujemy się po kilku metrach, w celu wysłuchania ciągnącego się monologu wprowadzającego nas w klimat. Nudzę się. Zabieram latarkę i wymykam się poza grupę. O wiele ciekawiej, aczkolwiek skromność tutejszych korytarzy nie pozwala mi na zbyt długą ucieczkę. Wracam po kilku minutach, a pogadanka trwa w najlepsze. Pan starszy nas nie przekonuje. Zbyt dużo w nim frustracji i żalu do własnego narodu. Jak można?


Rzeczka jest iście turystyczną ciekawostką z makietami, replikami i manekinami, idealną by rozbudzić w dziecku zainteresowanie historią własnego kraju. Odczuwamy ogromny niedosyt i rozczarowanie. Pięciuset metrową trasę pokonujemy w półtorej godziny, poświęcając czas głównie na przepełnione arogancją i ignorancją pogadanki.  Kolejna lekcja by nie oczekiwać. Zrywamy się.


W ostatniej chwili trafiamy do obiektu Włodarz. Od samego wjazdu na jego teren czuć większy rozmach, czuć klimat, do którego nie potrzebujemy wprowadzenia i większą otwartość, uwarunkowaną bezpośrednim kontaktem z historią tego miejsca. Ach jakże miło tu być. Na początek zwiedzania oglądamy wprowadzający film, który już na wstępie przekreśla większość informacji, podawanych przez przewodnika w Rzeczce. Coś tu nie gra. Historia bywa względna, w zależności od tego, kto ją opowiada? Nieścisłości pojawiają się praktycznie we wszystkich informacjach, które dopiero teraz możemy zweryfikować. Okazuje się, że wszystkie podziemne korytarze miały zostać docelowo ze sobą połączone lub zostały połączone, a połączenia te, podobnie jak wiele nieodkrytych dotąd wejść, wysadzono i zasypano. Dowiadujemy się o istniejącym tutaj tajnym laboratorium, którego po dziś dzień nie udało się zlokalizować, o eksperymentach na ludziach, przygotowaniach do eksploracji kosmosu, prototypach statków kosmicznych pionowego startu, a także dwuletniej "okupacji" Armii Czerwonej, która wywiozła z Riese wszystko, do czego udało im się dostać. To lubię. Konkretne informacje, okraszone nutką tajemnicy, do tego fantastyczny klimat. Jest zimno, wilgotno, ciemno i niebezpiecznie.


Przepływamy przez zalane korytarze, wspinamy się, po to by za moment zejść dużo głębiej. Niesamowite wrażenie robi na mnie przewodnik - jest otwarty, odpowiada na pytania, bez zbędnego umoralniania i wydziwiania. Jest jednak jeden szczegół, który przykuwa uwagę - jego oczy, które zdają się mówić: "Nie mogę wam powiedzieć więcej, niż mi pozwolono."


I faktycznie coś w tym jest. Z jednej strony niesamowita ciekawość, którą czuć w każdym jego słowie, z drugiej brak możliwości rozwinięcia tej ciekawości i zajrzenia w głąb tajemnic Riese  - kompleksu, którego rozmiar oraz krążące o nim legendy winny sprawić, iż będzie to jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Polsce. Możliwości eksploracji nieodkrytych dotąd części kompleksu są jak najbardziej wykonalne, gdyż większość pracowników o tym wspomina, jednakże nie robi się z tym nic, skazując Olbrzyma na zatracenie, przez zapomnienie. Komu na tym zależy?
Od miejscowych nie dowiadujemy się zbyt wiele, mimo iż każdy z nich ma na ten temat własną teorię, jak mniemam spójną z naszymi przeczuciami. Jedyne, co wiemy to fakt, iż Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych całkowicie zabroniła inwazyjnych eksploracji nieodkrytych dotąd przestrzeni Riese, zasłaniając się dbałością o naturalne środowisko. Mały paradoks, zwłaszcza w obecnych czasach, pokazujący, że już nawet ekologia stała się politycznym przepychadłem, mającym w tym przypadku chronić wielką i niebezpieczną dla świadomości przeciętnego człowieka tajemnicę.
Ciesze się, że udało nam się przyjechać do obiektu Włodarz. Byłem mocno rozczarowany tym, co spotkało nas w Rzeczce, przez co zachwiana została moja ciekawość względem Olbrzyma. Równowaga jednak nie została zachwiana i to, czego doświadczamy we Włodarzu w zupełności rekompensuje nam wcześniejszą kpinę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz