sobota, 26 sierpnia 2017

POZA GRANICE ILUZJI #1 BŁĘDNE SKAŁY

Wyruszamy późnym wieczorem, strzepując ze swych ramion kurz monotonnej codzienności, który coraz większą czyni nam nostalgię. Głodni zdarzeń, złaknieni emocji, które poją serca stęsknione za domem, podekscytowani i uważni, ruszamy szlakiem naszych wewnętrznych głosów, które szepczą: idź i doświadczaj. I tylko krok nas dzieli.

Przed godziną dziesiątą rano wysiadamy na stacji kolejowej w Kudowie-Zdroju, po drodze mijając kilka malowniczych miejscowości, które w pryzmacie dziewiczego nań spojrzenia, przybierają aurę malowniczych miejsc, o niezwykłym uroku. Jesteśmy wolni, tak prawdziwie nie wiąże nas nic, toteż nic nie może pokrzyżować naszych planów. Swoboda i elastyczność to klucze do realizacji czego tylko zechcemy. Czasami potrzeby są błahe, przyziemne – śniadanie i kubek kawy przed kilkukilometrowym marszem z plecakami większymi niż nasze możliwości. Uśmiech, może jeszcze jedna kawa, jednak nie. Ruszamy – pierwsze sto metrów, drugie sto metrów, pierwsze pół kilometra.. zawracamy – teraz idziemy w dobrym kierunku. Nasz cel pierwszego dnia to Błędne Skały. Po drodze musimy znaleźć nocleg. [Dziękuję, że mnie przekonałaś, co ja bym bez Ciebie zrobił?] Pierwotne zamierzenia o przejściu z plecakami całej trasy odchodzą w niepamięć. Palcem po mapie wychodziło jakoś lżej. Musimy znaleźć nocleg. Po dwugodzinnym marszu, stromym szlakiem prowadzącym w kierunku Błędnych Skał, docieramy do gospodarstwa pana Marka, w którym decydujemy się zatrzymać. Szybki prysznic i ruszamy dalej. Wędrówka nabiera rumieńców, zaczynam rozumieć co w niej tak wyjątkowego – cel odchodzi w zapomnienie, kiedy każdy krok prowadzi Cie w nowe i dotąd nieodkryte miejsce. Owszem mamy pewne założenia, ale od tej pory wszystko zaczyna iść swoim rytmem. 

Błędne Skały to obszar ponad 20 ha powierzchni, znajdującej się na terenie Parku Narodowego Gór Stołowych, obejmującej kompleks form skalnych o wysokości dochodzącej do 11 m, powstałych na skutek wietrzenia piaskowca. 


Inna teoria mówi o tym, że labirynt skalny stworzył niejaki Liczyrzepa, inaczej nazywany Duchem Gór. Nie opowiadając się za żadną z hipotez, przybywamy do Wilczych Dołów natchnieni historiami o ich tajemniczych mocach.


Nie wiem, czy to przez energię tego miejsca, czy moją dziecięcą ciekawość, ale labirynt zdaje się wciągać z każdym kolejnym krokiem. Jestem ciekawy dokąd prowadzą wszystkie ścieżki, nie tylko te wyznaczone dla zwiedzających. Zbaczam z niej, skręcam raz, drugi, przechodzę pod głazem - ślepa uliczka, koniec gry. Zawracam, zmieniam kierunek, błądzę - jak sama nazwa wskazuje. Na skalnych formach zaczynam dostrzegać mniej lub bardziej widoczne rysy twarzy. 



Miejscami jest bardzo ciasno. Poranne zajęcia jogi zdają egzamin. Na trzy wciągamy brzuchy. I po strachu. 


Pod wieloma skałami znajdują się podparte o nie patyki, ułożone w kilkumetrowych rzędach. Od mijających nas turystów dowiadujemy się, iż są to patyki intencji. Każdy, kto podkłada pod skałę patyk, czyni to z konkretną intencją, marzeniem, prośbą lub jakąkolwiek inną formą przekazu energii, po to, by Duch Gór usłuchał jego wezwania i z całą swą mocą wsparł go w osiągnięciu zamierzonego celu. Składamy trzy amulety z intencjami - po jednym wedle uznania swego i jeden wspólny, okraszony tożsamym umiłowaniem. Niech je niesie ku niebu, wraz z energią naszych serc. Dziękujemy. Przemakamy doszczętnie po raz pierwszy, wyłaniając się spod skalnych parasoli. Zimno, ale trzymamy się dzielnie. Jeszcze chwila i będziemy w domu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz