piątek, 7 lipca 2017

Energia interpretacji, która wydziela brzydki zapach

Od dziecka uczono nas interpretować – wiersze, obrazy, opowiadania, gesty, słowa – wszystkiemu nadając charakter, ściśle określony przez indywidualną wizję danego zjawiska. Wpojono nam tym samym niezwykle wyjątkową, a przy tym bardzo niebezpieczną umiejętność postrzegania jednostkowego. Bierzemy świat nie takim, jakim jest, ale takim, jakim my go widzimy. Doszliśmy w ten sposób do sytuacji, w której społeczeństwo, liczące przeszło siedem miliardów ludzi, żyje w rzeczywistości siedmiu miliardów mini światów, oddzielonych od siebie granicą tożsamości.
W czym tkwi problem? Tworząc tak wiele wątków pobocznych, zatracamy ideę wątku głównego, oszpecając go, sprowadzając do niezbędnego minimum, skutecznie zakrywając go własnymi, często fikcyjnymi zawiłościami losu. Pisząc o wątku głównym, mam na myśli świat jako spójną całość, dla której prawidłowego funkcjonowania wymagana jest kooperacja wszystkich jej elementów.
Powinniśmy być jak mrówki. Gdyby pominąć uwarunkowania naturalne i spojrzeć równolegle na oba istniejące obok siebie społeczeństwa, to różnica między nami leży głównie w sposobie organizacji, w którym te malutkie stworzenia znacząco nas przewyższają. Tworzą one coś w rodzaju jednego organizmu, złożonego z niezliczonej liczby mniejszych, które funkcjonują w harmonii. Mrówki stworzyły społeczeństwo niemal perfekcyjne, podyktowane ewolucją – człowiek, osiągając analogiczną harmonię, mógłby stworzyć społeczeństwo takie, jakie chce.
Chroniczne zapatrzenie we własne 'ja', wytwarza w nas szczególne uczucie pewności, że świat jest takim, jakim go widzimy. Stawiamy się w tym momencie w roli sędziów, którzy decydują o tym, czy coś jest złe, czy dobre, możliwe, czy niemożliwe, prawdziwe czy też nieprawdziwe. Nadajemy, z natury bezstronnej rzeczywistości, intencję, która potem oddziałuje na nas z tożsamą siłą, pomnożoną przez ilość umysłów, które korelują z jedną, wspólną myślą. Oczywiście nie zawsze się ze sobą zgadzamy, co pobudza szereg konfliktów i kłótni, u podstawy których leży błędna, jednostkowa interpretacja rzeczywistości. Małe nieporozumienia zamieniają się z czasem w wielkie, zbrojne potyczki, które najbardziej dotykają ludzi najmniej z nimi związanych. Pozornie każdy walczy o dobro i słuszną sprawę, widzianą jednak wyłącznie z własnej perspektywy, co nie pozwala dojść do porozumienia.
Wielu współczesnych nauczycieli duchowych, mistyków i filozofów sugeruje, że nierealistyczna wizja świata, którą wytworzyliśmy jest podstawową przyczyną istnienia cierpienia. Pochodzi ono z myśli, która je określa, a nie z zaistniałej sytuacji. Jesteśmy więc sami odpowiedzialni za ból, którego doświadczamy, gdyż nadajemy życiu niewłaściwą wartość. W swej naturze życie nie zawiera cierpienia, bólu, czy strachu. Nie ma w nim zła. Zło jest wytworem ludzkiej fantazji, jedną z możliwości, jakie daje nam wolna wola – prawie całkowitym odcięciem się od źródła wszelkiego życia, z którego wszyscy pochodzimy. Podstawą naszych porażek i rozczarowań jest permanentna izolacja od natury, od ducha, od serca, brak zaufania dla tego co jest i opór przed tym, co jest.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz